sobota, 27 maja 2017

...I'm looking through you...

Ojeny, maj się kończy a ja nie jebłem notki.

Właśnie się pakuję na wyjazd na Słowenię na tydzień.

W zeszłym tygodniu byliśmy na Roztoczu i było fantastycznie.

A na początku maja zrobiliśmy niezłą akcję w Pęcherach-Łbiskach. Zasadziliśmy 33 drzewa i przy okazji była niezła impreza.

niedziela, 30 kwietnia 2017

...I'll fly away...

Kwiecień plecień, bo przeplata, trochę technologa, trochę managera. Dwa etaty, w chuj roboty, ale to już się kończy.

Wielkanoc miała być w Słowenii albo we Włoszech, na paralotni. Warun jednak się nie pojawił, więc święta w domu, z gośćmi w domu. Za to tydzień przed świętami udało się zainaugurować sezon w Fajsławicach, trochę polatałem, nowa uprząż fajna.

Wczoraj epilog dwutygodniowego maratonu przygotowań, logistyki, kombinatoryki, eksperymentów, symulacji i planowania. Dwa duże szkolenia z rzędu, to ostatnie dwudniowe dla prawie trzydziestu osób. Sukces, winszuję, dziękuję, za uwagę, za współpracę, za to, że nie dopadło mnie załamanie nerwowe. Dostałem w podzięce książkę z takimi dedykacjami, że aż miło. Sam też mam za co dziękować, zespół pierwsza klasa.

Długi weekend majowy miał być w nagrodę za nielotną Wielkanoc, miał być tydzień wolnego i latanie w Alpach, ale warunu znowu nie ma.

Będzie więc lokalne polowanie na okno pogodowe.

Zwłaszcza że mam nowe buty, chyba dziewiąte z kolei, osiem poprzednich par odesłałem, ale chyba wreszcie znalazłem te idealne.

Miałem wczoraj zmienić opony na letnie, ale zapomniałem.

sobota, 25 marca 2017

...Niezwyciężony...

Niezwyciężony Lema to kolejny audiobook, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. A myślałem, że po Millenium nie będzie już tak łatwo się wciągnąć w żadną historię. Tym razem to zasługa autora, ale i samego audiobooka, wydanego w formie słuchowiska, z bogatymi efektami dźwiękowymi. Ekstra czad.

Z historii najostatniejszych zapomniałem zanotować treningowej Paki na Narodowym, dwie niedziele temu. Była okazja do przetestowania nowej uprzęży, z nowym miejscem na klamkę, chyba będzie dobrze. Zapas się otworzył, pilot przeżył.

video

Tymczasem dziś dałem się pochłonąć wspólnej pracy z ojcem, zabawy w Makgajwera, wiertarki, śrubki. Wiele lat temu unikałem tego jak ognia, dziś żałuję, bo mimo tego, że na siebie wrzeszczymy, to robota idzie jak w zegarku.

I jeszcze o betonowym blacie muszę wspomnieć. Zrobiłem parę prób, opracowałem recepturę i wyprodukowałem betonowy blat dla znajomych, którzy remontują sobie mieszkanie. Trochę żałuję, że nie wciągnąłem się w taką chałupniczą prefabrykację rok temu i nie zrobiłem nam betonowych płyt na ścianę w kuchni. Ale za to mamy ładne kafelki.

środa, 15 marca 2017

...Escape to reality...

Byłęm dziś u fryzjera w Białymstoku. Pani fryzjerka przeczytała w moich myślach i zapytała: Pan przejazdem u nas? Zawsze pan się strzyże w podróżach służbowych?

Skończyliśmy oglądać szwedzką ekranizację trylogii o Blomkviście i Salander. Audiobooki mnie wciągnęły strasznie i dlatego obejrzeliśmy filmy. Od paru tygodni brakuje mi ich obojga. Nie wiem czemu tak się przywiązałem do nich :)

W robocie okres burzy i naporu, półtora etatu, przygotowywanie gruntu pod nową rolę.

Sezon Roztoczański zaczęliśmy w pierwszy weekend marca. Spaliśmy w baraku, nie zamarzliśmy! Wiesio przeszczęśliwy.

wtorek, 7 lutego 2017

...And so it is...

Wtem! Skończyłem czterdzieści lat. Jak to się stało? Kiedy to się stało? Jak to zatrzymać? Eee, tak naprawdę nie mam z tym żadnego kłopotu. Nie przywiązuję wagi do tego ile mam lat. 

Tak się złożyło, że w urodzinowy weekend wybraliśmy się ze znajomymi z roboty w Bieszczady. Zawsze marzyłem, żeby w urodziny wybrać się na Połoniny i w inwersyjnym powietrzu, mrużąc oczy przed skrzącą się w słońcu bielą, zobaczyć odległe o prawie dwieście kilometrów Tatry.

Plan spełniony połowicznie. W Bieszczadach bylim, pogoda jednak nie zachęcała do spacerów, nic się nie skrzyło w słońcu. W ramach walki z kacem wybraliśmy się w sobotę na Przełęcz Orłowicza i prawie tam doszliśmy. Byliśmy w chmurze. Dobre i to. A marzenia mogą poczekać na następną okazję.


Wróciliśmy w niedzielę wieczorem po całodziennej podróży w zawiei i zamieci, a jeszcze przed snem poczułem, że nie ucieknę od kolejnej ciężkiej infekcji.

Ledwo się zawlokłem w poniedziałek do roboty, ostatkiem sił odkręciłem wieczorny wyjazd do Trójmiasta i zamiast nad morzem siedzę w domu pod kołdrą. I tak już zostanie do przyszłego poniedziałku, o ile wcześniej nie uduszę się od kaszlu.

Aaa, i zdążyłem jeszcze odebrać auto z serwisu po tym, jak tydzień temu znów ktoś urwał mi lewe lusterko. Ledwo minęło pół roku od ostatniego razu, tyle że tym razem sprawca zbiegł.